325-lecie parafii Luszowice
Jodłowa z sanktuarium Dzieciątka Jezus bywa nazywana Podkarpackim Betlejem. Trochę na wyrost parafię Luszowice można by zaś nazwać diecezjalnym Nazaretem. Ten Nazaret, położony zaledwie 20 kilometrów od Tarnowa, ale jednak na uboczu, obchodzi właśnie 325 lat istnienia.
W 1686 roku ówczesny właściciel dóbr w Luszowicach, Zygmunt Tarło, starosta pilzneński, „za wszelkie dobra, jakie z przeobfitego źródła Bożej łaskawości na mnie spłynęły wywdzięczyć się pragnąc, poddanym moim Parafię i Kościół dla głoszenia Słowa Bożego i dla używania ku świętych sakramentów sprawowania” (jak oryginalnie zanotowano w akcie fundacyjnym) ofiarował. Maria Nowak i Zbigniew Świerczek redagują parafialne czasopismo „Idźcie do Józefa”. Jubileusz był wyzwaniem, by zbadać historię parafii, wydobyć na powierzchnię nieznane czy zapomniane epizody, które tworzyły minione stulecia. – Kaplica miała zostać ponoć zbudowana na Dębowcu, w Luszowicach Górnych. Jednak zdarzyło się tak, że woły, które ciągnęły wozy z kamieniem na budowę kościoła po prostu w pewnej chwili stanęły. Podania mówią nawet, że miały uklęknąć, w każdym razie dalej nie poszły. Uznano, że to znak, że tu właśnie ma być kaplica – opowiada Maria Nowak. Dziś ta kaplica to prezbiterium parafialnego kościoła.
Do tej kaplicy po latach dobudowano drewnianą nawę, a przed I wojną światową rozpoczęto prace nad zastąpieniem jej neobarokową częścią i powiększeniem świątyni. Kościół wygląda trochę zaskakująco. Na otwartej przestrzeni białe ściany domu Bożego w świetle słonecznym widać z daleka. – We wrześniu mieliśmy na wymianie grupę uczniów z Mazur i oni orzekli, że kościół wygląda jak bazylika. Coś w tym chyba jest – zauważa Maria Nowak. Neobarok jest charakterystyczny, zdobny, okazały. Architektura świątyni nie jest prostym odzwierciedleniem życia parafii, ale zdobny styl Bożego domu można rozumieć jako wyzwanie, jako metaforę chwały, którą możemy osiągnąć, idąc drogą Ewangelii. – Staramy się troszczyć, by blichtr, okazałość, które podpowiada dzisiaj świat, nie zwiodły nas, by cały czas pogłębiać religijność, rozwijać życie modlitwy, jeszcze bardziej pracować nad sobą. Tak widzę sens obchodzenia jubileuszu, nie z fajerwerkami, ale w szukaniu dobrej drogi rozwoju życia duchowego – podkreśla ks. Bogdan Kwiecień, proboszcz parafii. W tych i innych sprawach parafianie z Luszowic mają możnego orędownika. – Charakterystyczne i rzadkie w naszej diecezji jest to, by w głównym ołtarzu kościoła znajdowała się rzeźba św. Józefa. Nie jest szczególnie cenna, jeśli chodzi o walory artystyczne czy historyczne. Ale to wizerunek naszego patrona i orędownika. To nieraz więcej niż historia i artyzm – zauważa Zbigniew Świerczek.
To, że w czasie wojen świątynia w Luszowicach nie ucierpiała, choć wiele innych w okolicy tak, ludzie przypisują opiece św. Józefa. To, że wszystkie nawałnice omijają wieś, choć, niestety, nie oszczędzają sąsiadów, również. Józef Pikul, autor małej monografii, opisuje wydarzenie sprzed wielu, wielu lat, kiedy nawa kościoła była jeszcze drewniana. – Miała się obok zapalić karczma albo budynki gospodarcze. W każdym razie kapłan zabezpieczył Najświętszy Sakrament. Ludzie chcieli ratować figurę św. Józefa, żeby – jak kościół się zapali – ta ocalała. Figura jest z drewna. Ciężka wyjątkowo nie jest. Próbowali wynieść i nie dali rady. W kilku nie ruszyli jej z miejsca. Odczytali to jako znak, że skoro św. Józef nie da się wynieść z kościoła, to nic się nie stanie. I rzeczywiście. Ogień choć był blisko, świątyni nie tknął – przypomina Zbigniew Świerczek.
Chwycili się ludzie św. Józefa i nie puszczają. 100 lat temu, jak rozbudowano kościół parafialny, część wyposażenia nie od razu znalazła się z powrotem w środku. – Jedna pobożna kobieta tak długo nachodziła proboszcza z informacją, że „św. Józef płacze w schowku”, że ten wprowadził figurę do kościoła – mówi Maria Nowak. Zdaniem ks. Bogdana Kwietnia, postać Patrona to szczególne wezwanie do modlitwy za rodziny. Luszowice jako miejsce modlitwy niejednokrotnie obierało sobie Stowarzyszenie Rodzin Katolickich Diecezji Tarnowskiej. W tym roku, w ramach 225-lecia istnienia, diecezjalne spotkanie miał tu Domowy Kościół Ruchu Światło–Życie. – Święty Józef patronuje wielu dziełom, a w diecezji nie ma jakiegoś znacznego ośrodka kultu Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. Toteż Luszowice z okazałą świątynią, dużym zapleczem stają się takim miejscem, do którego przybywają niektórzy indywidualnie czy grupowo, by się modlić za przyczyną św. Józefa – informuje ks. Kwiecień.
Każdego roku parafialna Akcja Katolicka w miejscowej szkole urządza konkurs o świętym patronie wspólnoty. – Prace mamy na różnym poziomie, ale zawsze tchnące przywiązaniem, serdeczną relacją do parafii i patrona – zauważa Maria Nowak. „Gdy będziemy się modlić do niego/Ciągle, nieustannie i wszędzie/To na pewno w Luszowicach/Sanktuarium będzie” – zapisała skromną rymowankę, stając w konkursowych szrankach, uczennica Ania Wąż.
Czy to możliwe? – Jest otoczony kultem, choć na razie kościół nie jest jednak powszechnym miejscem pielgrzymek, zatem kult nie jest powszechny i uznany. Niemniej jednak w parafii i wsi mówi się, że jeśli kiedyś tak miałoby się stać, to Luszowice być może zmieniłyby nawet nazwę na Józefów – przypomina krążące opowieści Z. Świerczek. Czy tak się stanie? –11 grudnia obchodzimy dokładnie 325. rocznicę erygowania parafii. W tym roku przypada także 625-lecie istnienia Luszowic. Zdajemy sobie sprawę, że każdy dzień jest ważny, ale co 300 lat mamy w naszych dziejach przełomową datę. Co będzie za 300 lat? Nie wiemy – mówią mieszkańcy. Warto pewnie i tę sprawę zostawić św. Józefowi, który wiele rzeczy w parafii już „załatwił”.
Tekst i foto Grzegorz Brożek




O odsłonięciu epitafium śp. abpa Józefa Życińskiego, problemach kościoła na emigracji i darze kapłanów dla abpa Skworca mówi bp Wiesław Lechowicz, admini- strator diecezji tarnowskiej.

Zimowy kurs duszpasterski. Parafia dalej modna. Mimo upływu czasu nie zestarzała się ta forma budowania Kościoła, który dzięki niej jest bliżej ludzi.
75 lat Caritas Diecezji Tarnowskiej. Przyjaciele z Zachodu. W nowym, wspaniałym, socjalistycznym świecie nie mogło być miejsca na kościelną organizację dobroczynną. Dlatego ją zlikwidowano.
Zgromadzenie Sióstr Benedyktynek od Wynagrodzenia Najświętszemu Obliczu Chrystusa Pana (CBSR). Patrząc w twarz Jezusa. Nie ma ryzyka w stwierdzeniu, że siostry z Kupienina są wyjątkowe i jedyne. Także w sensie dosłownym.










